"Zaufajcie nam, to tylko wycinka"

To nie jest tekst o tym, że wycinki drzew są złe. Wycinki są potrzebne, gdy są uzasadnione albo niepotrzebne, jeśli uzasadnione nie są. To oczywista oczywistość. Ten tekst jest o informowaniu krakowian o wycinkach. Niestety w tej sprawie od wielu lat jest tak samo, czyli źle. A nawet bardzo źle.

Sezon na wycinki

W ostatnich dniach odebrałem sporo telefonów od zaniepokojonych wycinkami mieszkańców Krakowa. Zieleń znika na ich oczach, a oni nie mają żadnych informacji o przyczynach, nie dostali też nawet cienia szansy na to, żeby swoich drzew bronić. Kontrowersje wzbudza ostatnio:

  • wycięcie 200-letniego dębu w związku z budową Trasy Łagiewnickiej
  • plany wycinki 200 drzew w związku z budową parku na Zakrzówku
  • wycinka drzew w Lesie Łęgowskim
  • wycinka kilkudziesięciu okazów przy ulicy Wrocławskiej
  • wycinka przy ulicy Widok na Dąbiu
  • wycinka drzew w Parku Wyspiańskiego
  • przycinka koron przy Al. Przyjaźni

O wzmożeniu wycinek świadczy najlepiej jeden z komentarzy Piotra Ogórka z Gazety Krakowskiej, który także otrzymuje mnóstwo sygnałów o znikających drzewach, i na jeden z nich odpowiedział tak.

"posłać foto", czyli - w żargonie dziennikarskim - wysłać na miejsce fotoreportera

I znów chciałbym podkreślić, że nie chodzi tu o to, czy drzewa wycięte zostały słusznie, czy też nie, ale o to, w jaki sposób informowano o tym mieszkańców. Pozwolę sobie na krótkie podsumowanie.
O uratowanie dębu „Jacek” zwrócili się do urzędników mieszkańcy, aktywiści i ekolodzy jeszcze w zeszłym roku. Przed wyborami padło zapewnienie, że zostanie przesadzony. Po wyborach po prostu go wycięto. Informacje o powodach złamania obietnicy pojawiły się po rozpętaniu się medialnej burzy. W przypadku Zakrzówka, informacje o wycince pojawiły się na facebookowym profilu Zarządu Zieleni Miejskiej. Nie ma tam mowy, ile drzew zostanie wyciętych, jest za to krótkie uzasadnienie, że są to „gatunki inwazyjne”. Pozostaje pytanie, czy to wyjaśnienie jest zrozumiałe dla każdego, ale przecież nie można powiedzieć, że od urzędników nie było żadnych informacji na ten temat. O wycince w Lesie Łęgowskim także poinformowano na Facebooku. Likwidację kilkudziesięciu drzew zawarto w wygodnym terminie „cięć pielęgnacyjnych”. Nie napisano wprost, że drzewa zostaną wycięte, a jedynie zasugerowano to językiem zrozumiałym w zasadzie tylko dla fachowców. W tym samym miejscu podano również uzasadnienie „cięć pielęgnacyjnych”. Warto je zacytować.

Konieczność wykonania zabiegów wynika z zapisów w obowiązującym Uproszczonym Planie Urządzenia Lasu Gminy Kraków

Zarząd Zieleni Miejskiej w Krakowie

No i wszystko jasne.
O wycince drzew przy ul. Wrocławskiej mieszkańcy dowiedzieli się z gazet. W pakiecie z informacją, że to w związku z inwestycją deweloperską. O przyczynach ścięcia lipy przy ul. Widok zostali poinformowani w odpowiedzi na list do ZZM z zapytaniem w tej sprawie. Wg urzędników drzewo było martwe. Do wycinki drzew w Parku Wyspiańskiego ustosunkował się dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej, po tym, jak zdjęcia pni pojawiały się na lokalnej stronie „Osiedle Azory”. To tam dyrektor wyjaśnił, że wszystkie szczegóły znajdują się na BIP (o tym szerzej za chwilę), a także dodał, że były tabliczki informujące o przyczynach wycinki, ale były tam tylko… w czasie wycinki. Wierzę na słowo, że były, ale usuwanie ich po wycince chyba mija się z celem, powinny były pozostać. Przycinka koron przy al. Przyjaźni, która wg relacji mieszkańców wyglądała jak „masakra”, została wyjaśniona mieszkańcom w… Gazecie Wyborczej, bo właśnie tam skierowali oni swoje pytania dotyczące zabiegów Zarządu Zieleni Miejskiej (polecam tekst Renaty Radłowskiej na ten temat). Podejrzewam, że dobra akcja informacyjna na temat planowanych przycinek oszczędziłaby nerwów mieszkańcom, a urzędnicy, zamiast odpowiadać na pytania od dziennikarzy, mogliby w tym czasie zajmować się zielenią.

„Prosimy o zaufanie”

Na stronie Zarządu Zieleni Miejskiej znajduje się dział „planowane wycinki drzew”, który – wg zapowiedzi przed powstaniem tego urzędu – miał być krynicą wiedzy dla wszystkich, którzy chcą wiedzieć, co stanie się lub stało z drzewami z ich okolicy. Niestety, urząd na którego działalność co roku przeznaczamy ok. 130 mln zł, uznał, że w dotyczącej tej sprawy dziale strony internetowej wystarczy… wkleić link do BIP. Dla niewtajemniczonych: BIP (Biuletyn Informacji Publicznej) to strona o estetyce przypominającej strony www z przełomu wieków, gdzie urzędnicy mają obowiązek informować o swoich działaniach. Jest tam także miejsce dla wycinek, które palcem pokazali twórcy strony ZZM. O tym, jak przejrzysta jest to witryna i jak łatwo z niej korzystać, niech poświadczy krótka, zaledwie 6-etapowa, instrukcja przekazana mieszkańcom osiedla Azory na Facebooku, przez dyrektora „zielonego urzędu”.


Z kolei przy okazji rozpoczęcia budowy parku na Zakrzówku, któremu towarzyszy wycinka 200 drzew, dyrektor Piotr Kempf poprosił o… zaufanie.

Ten apel o zaufanie niebywale mnie zaciekawił. Wydawało mi się, że na takie prośby są miejsca w firmach typu Amway albo w ruchach religijnych, ale okazało się, że krakowscy urzędnicy, zamiast rzetelnie wyjaśnić, proszą o zaufanie. Postanowiłem sprawdzić, czy ten system działa także w drugą stronę. Jadąc więc pięknym, świeżo kupionym autobusem MPK, natknąłem się na kontrolę biletów. Mili kontrolerzy zapytali czy mam bilet, a ja odparłem, że „tak, ale nie pokaże im, bo apeluję do nich o zaufanie”. Zgadnijcie, czy mi zaufali.

Udostępnij znajomym

NASZE NAJNOWSZE

1 komentarz