Ulica Długa – krakowski węzeł gordyjski

6 000 lat po wynalezieniu koła, blisko 600 lat po wprowadzeniu druku i 50 lat po lądowaniu człowieka na księżycu, Kraków wciąż nie może sobie poradzić z problemem samochodów blokujących ulicę Długą.

 

Remont niczym wyrok

Tylko w jeden dzień, w poniedziałek 18 lutego 2019, doszło do dwóch przypadków wstrzymania ruchu tramwajowego na ul. Długiej z powodu źle zaparkowanych pojazdów. Ale to jedynie niewielki promil wszystkich zatrzymań. W sumie – jak czytamy w statystykach krakowskiego MPK – w latach 2010-2018 doszło do blisko 1200 (sic!) zatrzymań komunikacji miejskiej na arterii łączącej Nowy Kleparz z Plantami. I są to tylko przypadki odnotowane, bo nagminnie dochodzi też do niezliczonych zatrzymań krótkich, 2-3 minutowych, które nie wliczają się do statystyk, ale są stałym elementem życia komunikacyjnego na Długiej. Każdy tego typu przypadek to kłopot dla pasażerów, którzy swoją podróż muszą kontynuować pieszo, oraz zakłócenie całego rozkładu jazdy w tym rejonie miasta, bo część tramwajów pozostaje unieruchomiona, pozostałe na czas blokady są kierowane na trasy objazdowe przez ul. Pawią. Ten scenariusz powtarza się od lat niemal codziennie. Zablokowana ulica Długa jest po prostu wpisana w życie krakowian niczym smog, korki i prezydentura Jacka Majchrowskiego.

Prawdziwa plaga zatrzymań tramwajów rozpoczęła się w 2010 roku, po gruntownej przebudowie ulicy. „Wąski bubel”, jak ochrzczono wówczas świeżo wyremontowaną Długą w lokalnej prasie (min. za zbyt wysokie krawężniki przy przystankach, nierówne chodniki i brak ścieżek rowerowych), chował w sobie pewną niedoskonałość konstrukcyjną, która okazała się przekleństwem dla całego miasta. Chodzi tu o miejsca parkingowe, które wyznaczono tuż przy krawędzi ulicy, w taki sposób, że każde wychylenie zaparkowanego samochodu poza obrys blokuje przejazd tramwajom. Kierowcy, którzy nie znają specyfiki, nie spodziewają się, że minimalnie wystający samochód, który na każdej innej ulicy nikomu by nie przeszkadzał, tutaj może wstrzymać całkowicie ruch. Projektanci założyli, że parkujący będą mieścić się w zatokach co do centymetra i ich auta nie będą kolidować z przejeżdżającym tramwajem. Życie zdeptało wyobraźnie planistów bardzo brutalnie. I tym sposobem, władze Krakowa same stworzyły sobie problem, który próbują rozwiązać od blisko dekady.

Laweta, ulotki, gruba czerwona linia
i rowerzysta

Aby powstrzymać proceder tragicznego parkowania na ulicy Długiej sięgnięto po całą paletę rozwiązań. Od kija po marchewkę. Na początku była to zwykła laweta, która zgodnie z umową podpisaną z miastem, miała błyskawicznie odholowywać pojazd właściciela na jego koszt. Wprowadzony system nie rozwiązał jednak problemu. Wobec tego sięgnięto po bardziej przyjazne środki, w postaci znaków ostrzegawczych oraz szerokiej akcji informacyjnej. Ulotki, które pojawiły się za wycieraczkami osób parkujących na ul. Długiej, nie rozwiązały jednak problemu. Później na granicy pomiędzy miejscem parkingowym, a samą ulicą, namalowano grubą, czerwoną linie, która miała wyraźnie wskazywać granicę, której samochód nie może przekroczyć. Początkowo zmniejszyło to liczbę blokad, ale z czasem, wraz z blaknięciem czerwonej farby, wszystko wróciło do normy. Rozważano także zainstalowanie diod, fotokomórek, a nawet kamer, były też pomysły wprowadzenia zakazu parkowania. Na jeszcze inny sposób walki o przepustowość na ulicy Długiej wpadł radny miejski – Łukasz Wantuch. Ten, zamiast działać systemowo, uznał, że lepiej zadziałać punktowo. Zatrudnił więc na umowę-zlecenie, z pieniędzy ze swojej diety, studenta, który przez trzy dni patrolował ulicę na rowerze i zwracał uwagę źle parkującym kierowcom – rozmową lub ulotką wsadzaną za wycieraczkę. Co ciekawe – młody człowiek był w swojej profesji niezwykle skuteczny i ograniczył blokowanie tramwajów niemal do zera. I tu dochodzimy do ciekawej obserwacji: miasto wyremontowało ulicę za 21 mln zł w ten sposób, że aby ta funkcjonowała jak należy, musi mieć swojego opiekuna na rowerze, który ręcznie organizuje na niej ruch. To trochę tak, jakby kupić drogi samochód z salonu, ale żeby go odpalić, trzeba najpierw popchać. – To prawda, że ten system jest łopatologiczny, ale jak na razie jedyny, który zadziałał. Chciałbym aby funkcję takiego opiekuna ulicy Długiej, przejął kontroler Strefy Płatnego Parkowania, który i tak chodzi cały dzień po tym rejonie miasta i mógłby przy okazji „torować” drogę tramwajom – proponuje Wantuch, który już złożył w Radzie Miasta interpelację w tej sprawię. I choć z jego pomysłu śmiał się w Krakowie niejeden, to warto zwrócić uwagę, że pomimo karkołomności tego pomysłu, radny z Prądnika Czerwonego zamiast patrzeć na dziadostwo, postanowił coś z nim zrobić. W Krakowie to warte docenienia.

Zatrudniony przez radnego Wantucha rowerzysta, który przez kilka dni patrolował ulicę Długą. Fot. Łukasz Wantuch

Historia antyczna w centrum Krakowa

Kto jest winien fatalnej sytuacji na ul. Długiej? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. – Wina leży po obu stronach: kierowców, którzy nie zwracają uwagi na to, jak parkują swoje samochody, lecz i władz miasta, bo miejsca zostały wyznaczone zbyt blisko torowiska. Widać to na niektórych zdjęciach z zatrzymań, gdzie auto wystawało dosłownie na centymetry za linię i już tramwaj nie mógł przejechać. Na przyszłość takich problemów można łatwo uniknąć zwyczajnie przez lepsze zaprojektowanie ulicy – uważa Jacek Mosakowski z Platformy Komunikacyjnej Krakowa, której członkowie zaproponowali urzędnikom, jak można by ten problem rozwiązać. – Male separatory zamontowane na linii parkowania, przez które będzie można swobodnie przejechać, lecz jeśli się na nich stanie, to kierowca będzie czuł że auto jest pochylone – wyjaśnia Mosakowski, który dodaje, że pomysł zyskał już akceptację urzędników i wkrótce ma zostać wcielony w życie. A co do lepszego planowania ulic, to trudno nie przyznać racji ekspertowi z PKK. Wystarczyło miejsca parkingowe wyznaczyć tak, jak na nieodległej i podobnie wąskiej ulicy Starowiślnej, czyli tylko po jednej stronie i odsunąć nieco od tej krawędzi ulicy torowisko. Ten prost zabieg zmniejsza co prawda liczbę miejsc parkingowych, ale problem źle zaparkowanych samochodów redukuje do zera.

Jest jeszcze jeden sposób na auta, które blokują przejazd tramwajom na Długiej. Podpowiedział mi go jeden z pasażerów, który pewnego dnia jechał na wieczorny trening. Mniej więcej na wysokości skrzyżowania z ul. św. Filipa doszło do tradycyjnego zatrzymania. Z pojazdu wysiedli pasażerowie, otoczyli samochód delikwenta, wyklinając pod nosem jego umiejętności parkowania, a motorniczy zaczął wzywać lawetę. – Chłopy! Jest nas tu tylu. Przesuńmy po prostu tego grata – zakrzyknął jeden z gapiów, a reszta posłuchała. Po kilku sekundach samochód już mieścił się w linii, tramwaj mógł przejechać bez kłopotu, a bohaterska grupa otrzymała brawa od pozostałych pasażerów. Ale chyba nie takiego przecięcia tego gordyjskiego węzła oczekują krakowianie podróżujący ulicą Długą.

Od 2010 roku doszło do blisko 1200 zablokowań ulicy Długiej. Jak widać na zdjęciu o przepustowości decydują centymetry. Żródło: Facebook MPK Kraków.

NASZE NAJNOWSZE

1 komentarz

  1. Njm 25 Luty, 2019 at 10:31 Odpowiedz

    Można też przesunąć krawężniki i zwęzić chodnik o jedną kostkę. Strzelam, że to paręset tysięcy i dwa tygodnie utrudnień. Leczyć należy przyczyny, nie skutki.