Śmietnik, parking i supermarket. Smutny los krakowskich placów miejskich

Mamy najpiękniejszy rynek na świecie, ale zmieniono go w tandetny jarmark.  Mamy centra lokalne w dzielnicach, ale trudno choć jedno z nich uznać za modelowe. Moglibyśmy mieć nowe rynki, ale od dawna nie widzi się takiej potrzeby przy budowaniu miasta.

 

Bez lokalnych centrów nie będzie życia w mieście

Czym jest miasto? Miasto to przestrzeń i ludzie. Dwa kluczowe czynniki, niczym ciało i dusza, jeśli się zazębiają, to możemy mówić o rozwoju, jeśli nie, dzielnice i osiedla zmieniają się w sypialnie. Bez dobrze zorganizowanej przestrzeni mieszkańcy nie będą mogli się spotykać, handlować, wymieniać myśli i poglądów czy po prostu pogadać przy dobrej kawie w kawiarni prowadzonej przez sąsiada. Naturalnym miejscem do takich kontaktów są lokalne centra, tak jak agory w starożytnej Grecji, fora w Rzymie czy rynki w średniowiecznych miastach europejskich. Te „serca” organizmów miejskich przetrwały, choć często w zmienionej formie, do dziś.  Kontakty między mieszkańcami mogą się na nich rozwijać w skali metropolitalnej, czyli w centrum całego miasta, oraz w skali lokalnej, w dzielnicach. Jak to wygląda w Krakowie? Rynek Główny, zwany salonem Europy, tętni życiem i cieszy oko wspaniałą architekturą. Jednak wciąż pojawiają się głosy, że to życie tętni aż za bardzo i nie dla krakowian, a jego historyczne piękno jest tylko tłem dla niezliczonej liczby imprez, koncertów i targów o niezbyt wygórowanej estetyce. – Niepowtarzalny w skali świata krakowski rynek jest w tej chwili brzydki. kiczowaty, chamski i agresywny – tak o salonie Europy powiedział Jerzy Zoń, dyrektor teatru KTO, który mieszka w Krakowie od ponad 40 lat, a spektakle na miejskich placach, w tym także na Rynku Główną, są jedną z jego artystycznych specjalności. A w jakiej kondycji są krakowskie centra lokalne? 

W miarę dobrze jest jeszcze w dzielnicach historycznych, które zdążyły sobie w przeszłości wykształcić swoje centra, jak np. plac Na Stawach w Zwierzyńcu, który ma swoją funkcję handlową, i dobrze, ale zorganizowany jest po partyzancku. Na Kazimierzu mamy Plac Wolnica, ale wyraźnie widać, że nie ma pomysłu jak ma funkcjonować, w Nowej Hucie są place, ale wciąż niedokończone, jak np. Plac Centralny, który miał być otoczony budynkami publicznymi. Osiedla budowane w późniejszych okresach PRL-u, są w większości pozbawione takich placów, o nowych, takich jak Ruczaj czy Górka Narodowa nawet nie będę wspominał, bo na nich o takiej przestrzeni w ogóle nie pomyślano.

Paweł Hałat – Stowarzyszenie Przestrzeń-Ludzie-Miasto 

Rynek Fałęcki. Stracona szansa na centrum lokalne

Rynek Fałęcki – jak wyjaśniają tutejsi mieszkańcy – to nazwa zwyczajowa, bo wbrew pozorom nie funkcjonowało tu nigdy lokalne centrum. Jeszcze przez dwie dekady po wojnie było to pole na którym rosły… buraki i ziemniaki. W  głębokim PRL-u, w latach 60-tych wybudowano tu blaszany pawilon, gdzie Polacy stali w kolejkach po meble. Teraz jest nowocześniej, bo „blaszak” w 2014 roku został zastąpiony przez modelowy znak czasów III RP, czyli przez supermarket z rozległym parkingiem. – Szkoda, że na fali żywiołowego rozwoju inicjatyw usługowo-handlowych zdecydowano o prostym rozwiązaniu tzn. jedynie zmianie branży istniejącego na Rynku pawilonu, zamiast go zburzyć i stworzyć nowoczesną przestrzeń dla rozbudowującej się tej części dzielnicy – przyznaje Renata Grotowska, radna dzielnicowa, która w Borku mieszka od blisko 30 lat – Teraz wszyscy męczymy się z nierozwiązanym problemem komunikacyjnym w rejonie skrzyżowań przy Rynku Fałęckim, niebezpiecznym nasileniem ruchu w rejonie marketu, w obszarze zupełnie nieprzystosowanym do tych funkcji. Wszystkie niedogodności ma rekompensować bliskość miejsca zakupów – ze smutkiem przyznaje Grotowska.

Rynek Fałęcki, czyli... supermarket

Wchodząc na „rynek” od strony ulicy Józefa Montwiłła-Mireckiego widzimy zaplecze supermarketu. Worki na śmieci, sprasowane kartony, pudła i skrzynie oraz obudowany falistą blachą śmietnik. Nieco dalej znajduje się parking – pod ścianą supermarketu obwieszoną niezbyt estetycznymi reklamami, które niektórzy specjaliści z branży nazywają po prostu szmatami. Front Rynku to wejście do supermarketu – rozsuwane drzwi, bankomat i wózki sklepowe. Mówiąc wprost – Rynek Fałęcki po prostu sprywatyzowano i nie zostawiono dla mieszkańców nawet metra kwadratowego powierzchni. Sporo miejsca zostawiono za to samochodom. Są też drzewa w donicach i kraty w oknach.

Kraty, śmieci, skrzynie. Tak wygląda Rynek Fałęcki od strony pólnocnej

Rynek Krowoderski. Wciąż niespełnione marzenie mieszkańców

Idea stworzenia dzielnicowego placu u zbiegu ulic Królewskiej i Kijowskiej narodziła się kilkanaście lat temu. Inicjatorką była prof. Anna Agata Kantarek – uznana urbanistka i ówczesna radna dzielnicy Krowodrza. Pomysł ten był promowany i wspierany przez kolejne kadencję, jednym z głównych jego orędowników był przewodniczący Piotr Klimowicz. Budowa placu znalazła również uznanie u tych, dla których miałby powstać, czyli mieszkańców. – Rynek Krowoderski mógłby być sercem naszej dzielnicy – uważa Łukasz Mańczyk, pasjonat historii Krowodrzy oraz radny dzielnicy – Po pierwsze – stworzenie rynku ratuje ten cenny obszar przed zabudową, po drugie – to właśnie tutaj krzyżują się dwie najważniejsze krowoderskie arterie: wschód-zachód i północ-południe. Jednak stworzenie Rynku Krowoderskiego będzie trudne, bo teren ten został oddany na mocy użytkowania wieczystego Spółdzielni Mieszkaniowej „Piast” – dodaje Mańczyk. Spółdzielnia na tym terenie otworzyła parking, planowała też budowę galerii handlowej. Właśnie wtedy rozpoczął się niezakończony do dziś spór na linii „Piast” – władze Krakowa. Te ostatnie uznały, że budowa centrum handlowego łamie zapisy użytkowania wieczystego i wystąpiły do sądu o jego rozwiązanie, a co za tym idzie odebranie terenu spółdzielni. Równolegle uchwalono Plan Zagospodarowania Przestrzennego, który zakazuje budowy marketu w tym miejscu. Urzędnicy przeszarżowali i przegrali sprawę w sądzie. „Piast” – jak poinformowały nas władze spółdzielni – jest zainteresowany oddaniem terenu w zamian za inną działkę, lokale użytkowe lub zmniejszenie podatku. – Spotkaliśmy się z prezydentem Jackiem Majchrowskim w tej sprawie kilka tygodni temu i nie zaakceptował tych propozycji. Wyraził zainteresowanie kupnem terenu, jednak za kwoty zbliżone do rocznego przychodu z parkingu, czym z kolei nie są zainteresowani członkowie spółdzielni. Jeśli ta propozycja się nie zmieni, to zamiast Rynku Krowoderskiego, przez następne 60 lat będzie parking – zapowiada Przemysław Miłoń z SM „Piast”’.

Miał być Rynek Krowoderski, jest parking. I tak może być prez kolejne 60 lat

Rynek Podgórski. Słodko-gorzki przykład odnowionego placu

Serce Dzielnicy XII zostało odnowione w 2015 roku i jego nowe oblicze budzi mieszane uczucia wśród mieszkańców. Mogło być gorzej, bo pierwotny projekt autorstwa prof. Zbigniewa Myszkowskiego zakładał wycinkę wielu rosnących tam drzew. Taka wizja spotkała się jednak z ogromnymi protestami mieszkańców, podobnie jak to, że przed remontem nikt nie spytał o ich wizje i pomysły na główny plac Podgórza. Urzędnicy oraz projektant poszli jednak na kompromis i zachowali ukochane przez podgórzan drzewa. – Dlatego mnie i pozostałych mieszkańców Rynek Podgórski po prostu zadowala – przyznaje Paweł Kubisztal ze stowarzyszenia Podgórze.pl, ale jak dodaje, nie ustrzeżono się błędów. – Porażką jest fontanna, a raczej tak zwana fontanna, która szybko przestała działać, a jej projekt jest… powiedzmy mało zrozumiały, mało funkcjonalny i nieestetyczny. Generalnie koszmar – kwituje prezes podgórskiego stowarzyszenia. Inne mankamenty placu widzi z kolei Paweł Hałat z P-L-M: – To była typowa rewitalizacja po polsku, czyli położono kostkę, kilka ławeczek, jedną fontannę i tyle. Usunięto nawet dwie kwiaciarnie, żeby odsłonić jakieś mityczne osie widokowe na kościół. Tutaj w zasadzie nic nie ma – podsumowuje przebudowę serca Podgórza Hałat.

Uratowane przez mieszkańców drzewa, ławki i kostka brukowa. To w zasadzie wszystko, co mieszkańcom oferuje Rynek Podgórski

Rynek Główny. Mieszkańcy na przymusowej emigracji

Kiedy była pani ostatnio na Rynku Głównym? – pytamy panią Jadwigę, która na Starym Mieście mieszka od urodzenia. – Mój Boże… wieki mnie tam nie było. Tam jest huk, hałas i gwar. Usiąść można tylko przy stoliku kawiarnianym, ale kawa kosztuję tyle, że stać na nią tylko turystów – odpowiedziała ze smutkiem. W zasadzie ta wypowiedź mówi wiele o obecnym stanie Salonu Europy, który z Salonu zmienił się w ogromną rupieciarnię – głośną, tandetną i drogą. Przesyt imprez jest tu ogromny i w zasadzie montaż i demontaż różnorakich scen, bud i telebimów to stan permanentny. Dorożki, samochody, tabuny turystów i zapach smażonej kiełbasy skutecznie wygoniły krakowian z ich ukochanego Rynku Głównego. Trudno nie odnieść wrażenia, że dla władz miasta jest on po prostu połączeniem drogiej powierzchni reklamowej, terenem na wynajem dla organizatorów targów i wabikiem na turystów. Mieszkaniec Krakowa na Rynku czuje się źle i powinien to być głośny sygnał alarmowy dla władz miasta. Obawiam się jednak, że huk głośników imprez organizowanych na Rynku go zagłuszy.

Pstrokate reklamy, tłok i hałas. Tour de Pologne, czyli jedna z wielu imprez na krakowskim Rynku Główny,

Kropka nad i

Gdzie mają spotykać się mieszkańcy Krakowa? Obawiam się, że wkrótce już tylko w galeriach handlowych. Miejska przestrzeń jest pełna betonu, parkingów i supermarketów, ale coraz mniej jest miejsc dla ludzi. To kamyczek do ogródka nie tylko obecnych władz miasta, bo wygaszanie miejskich placów zaczęło się już w głębokim PRL-u, a dziś ta tradycja jest po prostu kontynuowana. Los miejskich placów może się jednak odwrócić. Przy odrobinie dobrej woli powstać może Rynek Krowoderski. Wydaje się też, że urzędnicy zauważyli w końcu problem przesycenia jarmarcznymi imprezami Rynku Głównego i powoli, ale jednak, zaczęli je ograniczać. Z kolei nowohucianie coraz głośniej zaczęli domagać się gruntownego remontu Alei Róż, tak aby w końcu pojawiły się tam róże, większa liczba ławek, fontanny i kawiarnie. Straciliśmy już dużo, ale może nie wszystko?

Udostępnij znajomym

NASZE NAJNOWSZE

1 komentarz