Ławeczka. Historia Marii Jeleniowej.

...bądźmy wdzięczni seniorom, że chce im się walczyć w imieniu nas wszystkich.

Wspólne miasto – wspólne potrzeby

Przestrzeń, w której razem żyjemy, powinna być zaprojektowana tak, by spełniać potrzeby wszystkich grup. Paradoksalnie potrzeby grup najsłabszych są potrzebami wszystkich nas. Możemy walczyć o priorytety dla samochodów, rowerów, czy komunikacji zbiorowej, ale tym, co nas wszystkich łączy – jest bycie pieszymi. Chodzenie jest najbardziej egalitarnym sposobem przemieszczania się. Nawet jeśli większości z nas dotyczy o tyle, o ile musimy przejść z przystanku na przystanek, zmieniając środek transportu. Niestety – planiści miast częściej spoglądają na potrzeby głośniejszych grup. Rodzice z wózkami, dzieci, osoby niepełnosprawne i starsze – bywają często w planowaniu niewidoczne. Dlatego na naszych osiedlach wciąż pełno jest wąskich chodników (albo ulic zupełnie pozbawionych chodników), wysokich krawężników, dziurawych schodów. I wciąż za mało jest miejsc, gdzie po drodze dokądś można odpocząć.

Wszystko się panu Bogu udało, tylko nie starość. Trzeba być życzliwym dla ludzi zawsze, a nie tylko wtedy, kiedy się od nich czegoś potrzebuje, bo to nie sztuka. Ja sama zawsze pomogę, tu czy tam. W zakładach pracy, w których pracowałam zawsze się też udzielałam społecznie. Może mam taką naturę, może to głupie. Ale zawsze na wszystko znalazłam czas – i na chłopaków i na zabawę.

Maria Jeleniowa to kobieta, która w swoim życiu robiła różne rzeczy. Pracowała w kopalni, na budowie, w księgowości, w sekretariacie dyrektora administracyjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Była też konwojentką i magazynierką. Charakteryzuje ją niesamowita pogoda ducha i niezwykła uważność, chętnie pomaga innym. Pomimo życiorysu, bogatego w doświadczenia, ale nie zawsze szczęśliwe zdarzenia, Maria nie popadła w zgorzknienie. Wciąż patrzy, jak pomóc ludziom wokół.

„Kiedyś ludzie byli jacyś tacy – zwarci, pomagający sobie. Dziś ludzie żyją inaczej, każdy sobie rzepkę skrobie. Kiedyś sąsiad to był jak rodzina. (…) Wszystko zasługuje na jakieś zauważenie, czy to rzeczy, ale przede wszystkim to człowieka trzeba zauważyć. Chodziłam kiedyś do Zakładu Opieki Zdrowotnej w Prokocimiu, to znaczy ja chodziłam do swojej koleżanki stąd, która już nie żyje. I ci ludzie… jak oni czekają na odwiedziny kogoś, ja nawet nie mówię o rodzinie, bo to różnie bywa. Ci ludzie potrzebują, jakiejś serdeczności. Teraz odwiedzam jej przyjaciółkę, z którą leżała w jednej sali”.

Dom, w którym mieszka Maria, został zbudowany przez Spółdzielnię Pogodnej Jesieni. Mieszkania w budynku przydzielane były pracownikom na emeryturze. W latach dziewięćdziesiątych, kiedy można było wykupywać je na własność, środowisko sąsiedzkie się przetasowało i dziś każdy może zamieszkać na Sudolskiej. Specyfika domu przyjaznego emerytom jest jednak wciąż zachowana, dzięki Miejskiemu Dziennemu Domowi Pomocy Społecznej nr 4, który działa w tym miejscu. Dom prowadzi zajęcia dla seniorów w ciągu dnia. Maria również uczestniczy w życiu DPS-u. Na przykład kiedy przeczyta jakąś ciekawą książkę, robi spotkanie, na którym opowiada czego się dowiedziała. Taka właśnie jest – chętnie się dzieli i lubi pomagać.

Schody do ławki

Ławka. Prosta rzecz. Można na niej posiedzieć, porozmyślać, potrzymać się za ręce, porozmawiać. Ławki zmieniają przestrzeń publiczną w bardziej przyjazną. Służą zatrzymaniu i wspólnej obecności.

Któregoś dnia, jesienią 2016 roku, Maria zauważyła, że na ich ulicy, w drodze na przystanek autobusowy wybitnie potrzebna jest ławka. Osoby starsze, uczestniczące w zajęciach ich Dziennego Domu często potrzebują miejsca do odpoczynku. Ja dobrze chodzę, ale koleżanki i koledzy mają trudności, mieszkają w różnych okolicach, każdy kawałek do przejścia jest ciężki, jak idą z autobusu, sklepu, czy po prostu idą.

Na Sudolskiej było idealne miejsce w sam raz na ławeczkę – zaraz przy płocie przedszkola, a nie pod czyimiś oknami ani sklepem (co według niektórych zachęca do picia na takiej ławce alkoholu), w sam raz na trakcie prowadzącym na przystanek. A skoro miejsce było idealne, należało je zgłosić odpowiedniemu organowi. Maria udała się do pobliskiej siedziby Rady Dzielnicy III Prądnik Czerwony, odwiedzając na dyżurze jednego z radnych. Została przyjęta w miły i otwarty sposób, wysłuchana i… zaproszona na kolejny dyżur. Przyszła więc na kolejny i jeszcze jeden. Podczas trzeciej wizyty usłyszała, że sprawa jest jednak zbyt skomplikowana i ławki nie da się zorganizować.

 

Rada Dzielnicy - najbliżej przecież, (radni) wybrani po to, żeby pomóc… I dopiero przy trzeciej wizycie on mi mówi, że to sprawa trudna, zawiła, że to się nie da, że to niemożliwe do załatwienia. Ale przecież jest osobą do tego powołaną.

Lepiej razem niż osobno

To jednak nie załamało Marii. Postanowiła uderzyć do wyższej instancji, ale wpadła na pomysł, żeby najpierw zebrać podpisy pod apelem poparcia dla ławeczkowej inicjatywy. Pozytywną opinię wydała też dyrektorka Miejskiego Dziennego Domu Pomocy Społecznej. Tak wyposażona udała się do Urzędu Miasta. Na dzienniku podawczym spotkał ją ton wyniosły i opryskliwy – tak go odczuła. Urzędniczka, która obsługiwała Marię, nie zachęciła jej do pozostawienia dokumentów. Maria była jednak zdeterminowana – przełknęła dumę, stwierdzając, że robi to dla społeczności. Sprawa ławki trafiła do Zarządu Zieleni Miejskiej, gdzie również zwrócono uwagę, że kwestia powinna pozostać w gestii Rady Dzielnicy. Ostatecznie jednak do sprawy oddelegowano odpowiednią osobę. Maria dzwoniła, dopytywała, trzymała rękę na pulsie. Dopiero kiedy widzą, że nie odpuszczasz, zaczynają traktować cię na poważnie.
Ostatecznie ławka stanęła na właściwym miejscu pod koniec zimy. Maria przyznaje, że nie udałoby się bez wsparcia męża – Władka, któremu zawdzięcza swój stan ducha i który zawsze kibicuje jej działaniom.

Rzecz jasna nie powinno być tak, że o realizację najprostszych potrzeb musimy dobijać się, dzwonić kilkanaście razy, wyczekiwać na dyżurach i zbierać podpisy na listach poparcia. Ale jeśli brak odgórnych zasad jak zarządzać przestrzenią miejską – bądźmy wdzięczni seniorom, że chce im się walczyć w imieniu nas wszystkich.

—————————————-

* Artykuł powstał w roku 2017

Powyższy tekst został zaczerpnięty z wydawnictwa pt. Niezbędnik skutecznego seniora, czyli jak sąsiedzi zmieniali rzeczywistość. To efekt pracy zespołowej osób związanych z krakowskim Stowarzyszeniem Pracownia Obywatelska, w ramach projektu “Akademia Skutecznego Seniora”. To tylko jedna z wielu inicjatyw tej organizacji, która od 2011 r. animuje inicjatywy na rzecz dobra wspólnego, wzmacniania aktywności i świadomości mieszkańców oraz wspiera trzeci sektor. Celem stowarzyszenia jest rozwój społeczeństwa obywatelskiego, w którym aktywni i świadomi krakowianie biorą odpowiedzialność za siebie i innych, prowadzą dialog ponad podziałami i współpracują w imię wspólnych celów, ufają sobie i podmiotom sfery publicznej, uczestniczą w wyborach i debatach publicznych, wiedzą, że dzięki swoim działaniom mają wpływ na otoczenie.

Udostępnij znajomym

NASZE NAJNOWSZE

1 komentarz