KOLOROWY BIZNES NA KOLOROWYM OSIEDLU

Powołaniem Gosi Szymczyk-Karnasiewicz jest zmienianie ludzi. Do tego stopnia, że chciała zostać misjonarką. Ostatecznie została fotografką, ale pęd do zmieniania ludzi, a przez nich do zmieniania świata, nigdy w niej nie wygasł. Zamiast więc być nosicielką wiary gdzieś w dalekim świecie, zmienia Nową Hutę.

 

Blok nr 10A na Osiedlu Kolorowym wcale nie jest w pobliżu bloku nr 12, który dość łatwo odnalazłem, kiedy wysiadłem z „jedynki” na przystanku za Rondem Czyżynskim. Powiedziałbym, że jest dość daleko, ale dzięki temu i Google Maps miałem fajny spacer w mroźny dzień. Fajny także dlatego, że z podziwem oglądałem, jak to w czasach mrocznej komuny budowano osiedla z myślą o ludziach. Bloki, owszem, niezbyt piękne, ale dosłownie zatopione w zieleni, z placami zabaw, alejkami, skwerami. Kiedy w drzwiach na poddaszu powitały mnie serdecznie uśmiechnięte Gosia i Lola i wszedłem do ich pracowni, upewniłem się, że jestem nie tylko na Osiedlu Kolorowym, ale w kolorowym świecie. A potem mogłem się przekonać, że te kolory to nie tylko barwne torby wypełniające przestrzeń, a na ścianach obrazy, to także, a może przede wszystkim, kolorowe spojrzenie na świat i kolorowe życie jakby w kontrze do barw bloków, które mijałem w czasie mroźnego spaceru. Tych kolorów jest wiele i objawiają się na różne sposoby, to będzie opowieść o jednym z nich, który nazywa się Turbo Torby.

Na jednej z wielu dróg aktywności społecznej Gosi znalazł się w ubiegłym roku udział w projekcie pn. Szkoła liderek i liderów społecznych – cykl warsztatów, szkoleń i wizyt studyjnych organizowany przez fundację Biuro Inicjatyw Społecznych. 

Moja rola polegała na zorganizowaniu przedsięwzięcia dla społeczności lokalnych w oparciu o analizę ich zasobów. Tak to zostało określone w dokumentacji, a mówiąc po ludzku chodziło o to, żeby zrobić coś fajnego wspólnie z sąsiadami.

Wiedziała też, że ostatecznym efektem mają być torby wykonane z banerów. Tu należy się zatrzymać, albo może wybiec nieco do przodu – bo chodzi o to, co w Turbo Torbach jest najważniejsze, czyli z czego one są robione. Otóż właśnie z banerów, czyli zadrukowanych przeróżnymi grafikami płacht materiału przypominającego mocną ceratę. Trzeba jeszcze dodać, że są to banery niepotrzebne. Nie chcę używać słowa „zużyte”, bo ono sugerowałoby, że są zniszczone. One są nieaktualne. Bo zadaniem banerów jest bycie, mówiąc uczenie, nośnikiem informacji. Na nich umieszcza się reklamy, ogłoszenia, pełnią rolę plakatów, często też w tej formie prezentowane są fotografie albo obrazy. Z czasem tracą na aktualności i trzeba się ich pozbyć. Pod koniec 2017 roku Gosi dostał się w swoistym spadku pokaźny zasób banerów ze zdjęciami z wystawy fotograficznej „Polska i Polacy na przełomie wieków” opartej na fotografiach wykonanych przez nią wraz z mężem, Jerzym Karnasiewiczem. Zorganizowana w 2008 r. we współpracy z Ambasadą Polską na Ukrainie wystawa ta przez prawie dziesięć lat była prezentowana w przeróżnych instytucjach i placówkach kultury naszego sąsiada. Obejmowała ok. dwustu zdjęć, z czego jedna trzecia miała formę banerów. One świetnie spełniły swoje zadanie, ten dziesięcioletni okres użytkowania nie zostawił na nich śladów zużycia. Były w dobrym stanie i aż żal było je wyrzucać, a ściślej oddać do profesjonalnej utylizacji, co w tym przypadku było konieczne, bo banerów nie da się ot tak wyrzucić. 

Dlatego właśnie Gosia zgłosiła się do wspomnianego programu z pomysłem na szycie toreb z banerów.  A ponieważ na wystawie, a przez to na banerach było sporo zdjęć poświęconych Nowej Hucie, to one były na pierwszym miejscu w kolejce do przerobienia na torby.

Dziewczyny tworzą świetny tandem, bardzo dobrze się nawzajem uzupełniają. Gosia, przepełniona ideą i wzniosłym celem zmieniania ludzi i świata, to wulkan pomysłów, które nawzajem się prześcigają, a często nie są w stanie za sobą nadążyć. Lola, choć artystka kierująca się w swoich działaniach emocjami, to jednak konkretna, systematyczna i skupiona na tym, co tu i teraz. One same najlepiej wiedzą, czy w takim połączeniu może obejść się bez konfliktów, ale skoro są ze sobą rok i wspólnie budują sukces, to widać, że umieją znaleźć wspólny język.

„Nie miałam pojęcia, jak z banera można zrobić torbę – opowiada Gosia –  i wtedy przypomniałam sobie, że podczas wycieczki szlakiem nowohuckich pomników spotkałam Lolę, czyli Joannę Styrylską-Gałażyn – malarkę, ale także graficzkę i projektantkę, która według mnie świetnie nadawałaby się do objęcia mojego przedsięwzięcia opieką plastyczną. Lola chętnie się zgodziła wziąć udział w kolejnym projekcie (bo często prowadziła różne warsztaty) i odtąd działały już we dwie.

Poszukiwania wykonawcy toreb nie były takie proste, bo doprowadziły Gosię aż na Zabłocie, gdzie w pracowni zajmującej się zawodowo szyciem podobnych toreb dowiedziała się nie tylko, że porządna torba musi spełniać określone wymagania związane z technologią produkcji, ale także, że do ich uszycia potrzebne są specjalne maszyny, tzw. przemysłowe – zwykły łucznik nie wystarczy.

Pomyślałam sobie wtedy, że z mojego projektu będą nici.

Ale przypomniała sobie o działającej po sąsiedzku krawcowej, która szyła girlandę na ich pierwszy piknik osiedlowy.Poszła więc do niej i zapytała, czy ona w swojej pracowni funkcjonującej mniej więcej na dwudziestu metrach kwadratowych ma maszynę przemysłową. Mocno była zdziwiona słysząc odpowiedź „tak, mam”. W ten sposób za jednym zamachem znalazła wsparcie techniczne i miejsce na przeprowadzenie warsztatów. „Można więc powiedzieć, że część przedsięwzięcia dot. analizy zasobów lokalnych zaliczyłam na piątkę” – wspomina Gosia. 

A piątka to też liczba osób, która jednorazowo mogła uczestniczyć w warsztatach – więcej nie zmieściłoby się w szwalni. Zorganizowano więc trzy edycje, łącznie dla piętnastu osób, z których każda stała się posiadaczką wykonanej przez siebie torby.

"Historyczna" torba z pierwszych warsztatów. Zrobiona z banera reklamującego koncert Stanisławy Celińskiej w Łaźni Nowej. Kółka to oryginalne uchwyty z torby znalezionej w nowohuckiej szafie, liczą lekko 50 lat.

 

Po zakończeniu warsztatów poszła o tych torbach po Nowej Hucie fama, że fajne, że super pomysł, ludzie zaczęli się z nimi fotografować, pokazały się posty na Facebooku. „Prawdę mówiąc myślałam, że na tym sprawa się zakończy i zajmę się kolejnym pomysłem – mówi Gosia – aż tu dzwoni do mnie Renia Radłowska, nowohutczanka i dziennikarka Gazety Wyborczej, z wiadomością, że chce zrobić materiał, jak to powiedziała, o waszej marce (a o nazwie Turbo Torby wtedy nawet się nie myślało)”.

I ukazał się materiał w Wyborczej ze zdjęciami z przepięknej sesji Jakuba Włodka do której dzielnie pozowałyśmy na siedemnastostopniowym mrozie. Można powiedzieć, że wtedy nasze torby stały się hitem nowohuckiej mody.

W ten sposób równo rok temu, pod koniec stycznia 2018 roku  rozpoczęła się prawdziwa kariera Turbo Toreb, które przekonały do siebie ludzi takimi wartościami jak lokalny patriotyzm, sentyment do przeszłości i uśmiech, jaki towarzyszy ich tworzeniu. Bo one powstawały i powstają z uśmiechem.

Malarska pracownia Loli na poddaszu bloku na Osiedlu Kolorowym na co dzień służy jako sztab zarządzania Turbo Torbami i innymi wspólnymi przedsięwzięciami.

Do dziś zostało jeszcze sporo materiałów z ukraińskiej wystawy, w tym także tych, które ukazują Nową Hutę. Ale znalazły się nowe źródła i nowe inspiracje, bo przecież nie każdemu muszą podobać się fotografie z widokami miasta. Dlatego Lola projektuje nowe wzory, które są drukowane na zamówienie w specjalistycznej drukarni – nazywają je torbami personalizowanymi. Bardzo ważnym źródłem nowego surowca, ale też pomysłów są nieaktualne już reklamy i ogłoszenia w formie banerów rozwieszanych przez różne nowohuckie firmy i instytucje, wśród których jako partnerzy Gosi i Loli wyróżniają się NCK oraz Teatr Łaźnia Nowa. Dzięki dostępowi do tak obfitego źródła Lola  ma naprawdę wielkie możliwości dania upustu swojej wyobraźni, wybierając fragmenty dużych kompozycji, które na torbach przyjmują formę ciekawych znaków, deseni czy figur geometrycznych.  

Oto, jaki ciekawy efekt może dać na małej powierzchni dobrze wybrany fragment wielkiego banera. W lewej ręce Lola trzyma klasyczną Turbo Torbę ze zdjęciem nowohuckiej architektury. Przy okazji - uchwyty Turbo Toreb zrobione są z samochodowych pasów bezpieczeństwa pozyskanych w zaprzyjaźnionym szrocie.

Coraz więcej Turbo Toreb powstaje na specjalne życzenie. Różne firmy i instytucje doceniają oryginalność pomysłu, ciekawy design oraz wysoką jakość i zamawiają torby, aby wręczać je z różnych powodów czy okazji. Przykładem mogą być torby zrobione z banerów towarzyszących wystawie „Krew, która łączy, która dzieli”.  Wydarzenie to, organizowane przez Muzeum Żydowskie „Galicja”, miało dla niego szczególny wymiar emocjonalny, więc dyrektor placówki zlecił wykonanie toreb częściowo na pamiątkę, częściowo w celach promocyjnych. 

Nie trzeba się przywiązywać do rzeczy, bo ich żywot się kończy. Ale z drugiej strony w każdej z nich jest zawarta zdolność do odrodzenia się pod inną postacią. Tak właśnie jest z naszymi torbami, które dają drugie życie banerom.

Kiedy pojawiła się sprzedaż, trzeba było pomyśleć o sformalizowaniu działalności, która do chwili obecnej ma formę startupu w ramach inkubatora przedsiębiorczości. Oczywiście bardzo szybko powstał własny fanpage na Faceboku, na którym ważnym wydarzeniem był konkurs na nazwę marki. Nie przyniósł on co prawda ostatecznego  rozstrzygnięcia, ale dał inspirację, w wyniku której Turbo Torby nazywają się tak, a nie inaczej. A nazywają się świetnie.

Warto też zwrócić uwagę na ekologiczny aspekt Turbo Toreb, które są świetnym przykładem zagospodarowania trudnych do utylizacji odpadów, jakimi są zużyte banery. W ten sposób startujący biznes wpisuje się w ważny kierunek związany ze społeczną odpowiedzialnością pn. Zero Waste, bo nie dość, że sam nie generuje odpadów, to jeszcze umożliwia zagospodarowanie niepotrzebnych materiałów.

Na ukończeniu jest jest strona internetowa ze sklepem, więc wiele wskazuje na to, że biznes się rozkręci, a liczba sprzedanych w ciągu roku toreb szacowana obecnie na kilkaset będzie się zwielokrotniać. Czego oczywiście Gosi i Loli z okazji pierwszych „turbotorbowych urodzin” serdecznie życzymy.

W finale opowieści premierowa publiczna prezentacja oficjalnego logo Turbo Toreb opartego o wzór dotychczas stosowanego odręcznego napisu wykonanego przez Lolę, dołączanego do każdej Turbo Torby. Znak opracowała Jagoda Pacela, autorka wizualizacji na 70-lecie Nowej Huty.

Kropka nad i

Turbo Torby można kupić tutaj:

  • Unicut, os. Centrum D1
  • Muzeum PRL-u os. Centrum E 1
  • Szpeje ul. Józefa 9
  • Bozzolo Fashion ul Mogilska 57 

I poprzez stronę na Facebooku, czyli TUTAJ

NASZE NAJNOWSZE

1 komentarz

  1. Anja 6 Luty, 2019 at 16:31 Odpowiedz

    TurboTorby są rewelacyjne! Jestem szczęśliwą posiadaczką jednej z nich i przemierzyła ze mną już pół Europy :-). Brawa dla Małgosi Szymczyk-Karnasiewicz!!!