Dajmy żyć bezdomnym

fot. Tomas Castelazo - Wikimedia

Jeden z krakowskich radnych chce wyrzucić z centrum miasta bezdomnych. „Śmierdzących uryną, wymiotami, w ubraniu, które zostawia ślad na siedzeniu” – jak opisał ich na swoim Facebooku. W tym samym poście zapowiedział napisanie uchwały która ma radykalnie zmniejszyć ich obecność. – Może pan radny wyrzuci też niepełnosprawnych i osoby starsze? W końcu też są nieestetyczne – irytuje się Alicja Szczepańska, radna miejska. W liście przesłanym do naszej redakcji pisze o wielkim, choć rzadko rozumianym problemie bezdomności.

Jan przyszedł do mnie dwa lata temu. Z nożem. Wzburzony, że nie chcą go przyjąć na SOR. Jako bezdomny nie miał lekarza rodzinnego, a był chory. Po kilku sekundach nie trzymał już noża w ręku. Schował. Wystarczyło kilka żołnierskich słów. Pomogłam. Teraz on pomaga innym. Joanna była malarką. Wrażliwą, artystyczną duszą. Upadłym aniołem, niespełnionym, jako kobieta. Stwierdzono u niej depresję. Zaczęła ją leczyć alkoholem. Najpierw straciła mieszkanie, potem godność. Pije, wpada w przygodne znajomości, sypia z mężczyznami za alkohol. Nie wiem, czy w chwili trzeźwości pamięta, co robi. Co ich łączy? Bezdomność. Przykłady można mnożyć. Ludzkich opowieści o stracie, bezradności, wiecznym uciekaniu, uzależnieniach. O wzlotach i upadkach i o nadziei. Podczas zeszłorocznych Światowych Dni Bezdomności poznałam wiele takich historii. Spotkałam się z nimi w czasie mojej służbie w policji i spotykam się na co dzień. Nie da się pomóc każdemu, nie każdy tej pomocy chce. Czy wolność jest zła? Czy korzystanie z wyboru to skaza? 
 

W Krakowie szacunkowo przebywa ok. 2100 bezdomnych. Rzeczywista liczba jest dużo większa. Nie ma spisu tych osób, a przyjezdnych przybywa. Szukają Eldorado, którym Kraków staje się w czasie sezonu turystycznego. Chcą realizować swoje marzenia, uciekają przed znajomymi albo przed sobą.

Czasami się uda zabrać z ulicy poharatane fizycznie i psychicznie osoby transpłciowe, szukające akceptacji i anonimowości. Nastolatka gwałconego przez konkubenta swojej matki. Absolwenta wyższej uczelni, który nie godzi się na leczenie psychiatryczne. Czasami trafi się dobra dusza i pomoże. Reszta jest skazana na siebie.
Kraków ma program wychodzenia z bezdomności. Mamy 34 placówki (schroniska, noclegownie, ośrodki charytatywne oraz mieszkania chronione i treningowe). Streetworkerzy, Straż Miejska i Policja wspomagają się w  działaniach. Wspaniałą pracę wykonuje również Dzieło Pomocy św. Ojca Pio. Pomoc psychologiczna, leczenie uzależnień, próby aktywizacji zawodowej to tylko kilka elementów ich dobrej roboty.
Czytając opracowania dotyczące tego problemu, choroby naszej cywilizacji, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Polska nie ma ogólnej strategii, a wszystkie wydatki na bezdomnych pokrywają budżety miast. „Mam płacić ze swoich podatków na nieroba?”. Takie opinie często słyszę. Strategia wychodzenia z bezdomności może przynieść efekty dopiero po kilku latach. Najważniejszym jest pierwszy kontakt z taką osobą. 
 

UE jasno określiła priorytety. Aby nikt nie mieszkał na ulicy, aby pobyt w placówkach interwencyjnych był ograniczony tylko do „sytuacji kryzysowej”, aby przejściowe zakwaterowanie, czyli schroniska, było etapem do udanego wyjścia z bezdomności, aby nikt nie opuszczał instytucji bez „ opcji mieszkaniowej”.

Szkocja, Irlandia, Walia i Holandia wytworzyły systemy takiego wsparcia, aby zwiększyć efektywną pomoc. Niektóre z tych zasad można zastosować w Krakowie.
 
– Tworzenie schronisk, gdzie nie „miesza” się ludzi, tj. takich, które nie rozdzielają ludzi, np dla par. Gdzie ludzie bez uzależnień nie trafiają na alkoholików czy narkomanów. Swoje placówki mają też osoby starsze, bezdomnym nie odbiera się także ich zwierząt, czasem ich najlepszych przyjaciół.
 
– Kompleksowe wsparcie adekwatne do potrzeb, w zależności czy jest to osoba młoda, starsza, alkoholik, narkoman czy ofiara przemocy seksualnej. Każdy przypadek wymaga indywidualnego podejścia. Pomoc nie może być standardowa dla każdego.
 
– Wysoka jakość zakwaterowania, czyli prywatność, bezpieczeństwo, odpowiednie warunki sanitarne.
 
– Punkty pierwszego kontaktu, których celem jest rozwiązanie problemu  bezdomności ulicznej.
 
Obecnie stosowanie powyższych zasad pozostawia dużo do życzenia. Jakość sanitarna w schroniskach jest przerażająca. Osoby słabsze są siłą zmuszane do przestępstw, bite, wykorzystywane na wiele sposobów. Nie można mieć tam swojego pupila, nie można mieszkać z rodziną (mąż z żoną). Czy dziwić ma zatem fakt, że bezdomni uciekają przed takimi miejscami, które nie są przygotowywane do długotrwałego pobytu? Czy dziwi fakt, że bezdomni załatwiają się na ulicy, skoro nie ma darmowych toalet? Czy to, że nie pachną, bo nie mają się gdzie umyć? Mnie nie. Nie cieszy, ale też nie dziwi, bo znam tych ludzi.   
 

Podziwiam empatię tych, którzy w barach mlecznych zostawiają 4 zł dla potrzebującego na zupę, chodzą po dworcach i rozdają własne ubrania. Podziwiam też mieszkańców z okolicy Basztowej, którzy dzwonili do mnie w sprawie zgonu znanego im z widzenia p. Mietka, żeby ustalić datę pogrzebu, gdyż chcieli w nim uczestniczyć.

Tak. Człowiek czasami śmierdzi, na ulicy, w tramwaju , w autobusie też. Śmierdzi bezdomny, śmierdzi staruszek , bo sam nie umie o siebie zadbać i osoba chora np. na nowotwór jelita grubego. Nie można odczłowieczać takich osób. Nikt nie wie, jak życie go pokieruje i czy on lub bliska mu osoba nie znajdzie się w takiej sytuacji. „Bezdomni piją, bywają agresywni i śpią na ławkach” – często słyszę takie opinie, nie rzadko prawdziwe. Jak temu zaradzić? Wprowadzając zatem strategię dotyczącą bezdomności warto również wzmóc czynności ograniczające spożywanie alkoholu. Według danych WHO jako Polacy najczęściej z innych krajów sięgamy po niego. Rocznie, statystycznie każdy z nas wypija 11 litrów czystego alkoholu. Prawdopodobnie gdybyśmy wypijali ich mniej, mniej byłoby także bezdomnych. Dajmy im żyć i dajmy nadzieję. Pamiętajmy też, że jak powiedział Marian Opania, wybitny aktor: „Bezdomni to czasami podupadli inteligenci, którzy nie wytrzymali presji życia”.
 
Alicja Szczepańska
 
 
 
 

NASZE NAJNOWSZE

Komentarze: 3

  1. ja 24 Czerwiec, 2019 at 17:25 Odpowiedz

    Dajmy im żyć? A może dajmy żyć krakusom i turystom? Dajmy żyć ludziom którzy chcą cieszyć się Krakowem i plantami?
    Dokarmianie bezdomnych jest przysłowiową rybą – nie wędką. Miałam okazje być przez jakiś czas w jednej z organizacji rozdawającej posiłki bezdomnym i miałam w sercu niemało wątpliwości. Pan Łukasz Wantuch rzucił nowe światło i chociaż nie podoba mi się sposób w jaki się wysławia, to jednak bardziej przychylam się ku jego pomysłowi.
    Rozmawiałam z bezdomnymi ludźmi i sami przyznali, że „Kraków jest mekką dla bezdomnych z Polski”. Naprawdę tego chcemy?
    Punktów pomocowych jest w Krakowie cała masa. Naprawdę nie mają źle – darmowe posiłki w paru punktach krakowa, darmowa pomoc lekarska, darmowa używana odzież i buty, schroniska do spania, pralnia. Wielu z nich mogłoby się ogarnąć, ale tego nie chcą. Ogromna część bezdomnych (minimum 85% tych którzy przychodzą na planty po darmowe jedzenie) jest biedna, bo choruje na alkoholizm, ale otwarcie wybierają nocleg z flaszką pod drzewem, zamiast iść do schronisk (osób pijanych tam nie przyjmują). I wygląda to tak: żebrzą i zaczepiają ludzi, kupują flaszkę, jedzą darmową zupę lub kanapkę, a potem kładą się byle gdzie by w spokoju wypić alkohol. Czy to jest mądra pomoc? No nie wydaje mi się, żeby to rozwiązywało jakikolwiek problem. A problem jest. I nie mają go tylko biedni bezdomni, ale my – mieszkańcy Krakowa.
    Idea rozdawania posiłków może na początku wydawać się piękna, ale nie jest mądra. Ci bezdomni radzili sobie bez akcji na plantach. Zostawcie skwer im. Andrzeja Wajdy w spokoju i nie przywłaszczajcie go sobie.